Archiwa

Za, a nawet przeciw w niektórych obliczeniach geodezyjnych z ISD i eksperymentem obliczeniowym w tle. Autor: Jerzy Gajdek

Jerzy Gajdek

W kolejnym artykule nasz serdeczny kolega Jerzy Gajdek zwraca uwagę, że wielopunktowość nawiązania POP do punktów SOGP przy obowiązku wyrównania metodą najmniejszych kwadratów (MNK) jest gwarancją zdiagnozowania stanu osnowy SOGP z racji ciągłego niebezpieczeństwa występowania osuwisk, mikroosuwisk i świadomego bądź nieświadomego przemieszczenia znaku geodezyjnego przez człowieka. Rozporządzenie nie określa ilości punktów nawiązania, więc można stwierdzić, że powinny to być co najmniej 3 punkty, co oznacza tzw. minimum. I to absolutne minimum nigdy nie było zalecane w żadnym podręczniku, instrukcji czy rozporządzeniu przy opisywaniu konstrukcji nazywanej potocznie „ciągiem wiszącym”, o technicznej nazwie „ciągu poligonowego jednostronnie nawiązanego”. Atrybut ISD powstał ze sformułowania – „Informacja dotycząca Spełnienia standardów Dokładnościowych przez punkt graniczny”. Wykorzystanie obserwacji pomiędzy punktami nawiązania SOGP i to w jak największej liczbie, pozwoli na uwzględnienie ich rzeczywistej błędności, przy określaniu błędów POP w procesie wyrównania MNK. W ten sposób wypełniać będziemy zalecenie z Wytycznych, których współautorem był Pan profesor Zdzisław Adamczewski.
Zapraszam poniżej do całego artykułu naszego kolego popartego obliczeniami geodezyjnymi.

Artykuł Jerzego Gajdka – Za, a nawet przeciw w niektórych obliczeniach geodezyjnych z ISD i eksperymentem obliczeniowym w tle.

  

PG 7_2022 Za a nawet przeciw …

 

Jerzy Gajdek

Szanowni Państwo !!!
Nasz serdeczny kolega geodeta Jerzy Gajdek w Biuletynie Informacyjnym Podkarpackiej Okręgowej Izbie Inżynierów i Budownictwa Nr 2 z czerwca 2022r (str. 28) przedstawił proste, a zarazem ciekawe (poparte  obliczeniami) uzasadnienie zmiany czasu z zimowego na letni. Zawsze wydawało mi się, że najlepszy jest czas letni, jednak po przeczytaniu tego artykułu jestem za pozostawieniem obydwóch czasów. Zresztą sami przeczytajcie ten bardzo ciekawy artykuł, czy wybrać czas zimowy czy letni – oto jest pytanie ?

Artykuł Jerzego Gajdka – Czas letni czy zimowy – oto jest pytanie (str. 28)

  

biuletyn_pdkoiib_2_2022

 

Czas letni czy zimowy – oto jest pytanie. Autor: Jerzy Gajdek
Belfer w podróży, Islandia cz. VI – tego nie wiecie o Islandii. Autor: Gabriela Majcher

Gabriela Majcher

Zanim opiszę ostatnią i chyba najbardziej znaną, a przez to najczęściej odwiedzaną część Islandii podam kilka ciekawych faktów o Islandii.
– Islandia nie posiada własnej armii.
– Nie ma tu linii kolejowej,
– Z Islandii pochodzi najwięcej pisarzy w przeliczeniu na mieszkańca – czy ktoś z czytelników zna chociaż jednego?
– Na Islandii nie ma płazów i gadów, a jedynym rdzennym ssakiem jest lis polarny.
– Islandzki parlament jest najstarszy na świecie. Pierwsze posiedzenie odbyło się w … 930 roku!
– Gęstość zaludnienia jest najniższa w Europie i wynosi 3 os./km kw.
– Ponad 90 % domów jest ogrzewanych energią geotermalną.

A ponadto:
– 10 % powierzchni zajmuje lawa.
– 11% powierzchni to lodowce.
– 50 % powierzchni stanowią nieużytki.
– Na Islandii jest 269 lodowców i 130 wulkanów, które wchodzą w skład 30 systemów wulkanicznych.

Koniec liczb i cyfr!

READ MORE

Gabriela Majcher

Przed pobytem w Husaviku warto, a może nawet obowiązkowo należy obejrzeć film produkcji Netflix pt. “Eurovision song contest: historia zespołu Fire Saga”(gorąco polecam!!!). Produkcja nie tylko wprawi widza w dobry nastrój, ale i rozprawi się z mitami na temat Islandii i jej mieszkańców. Zabawna, lekko prześmiewcza, ale mimo wszystko zrobiona z wyczuciem i sympatią dla miłośników i uczestników Konkursu Piosenki Eurowizji komedia, ukazuje nie tylko konkursowe zmagania, ale przede wszystkim historię pary Islandczyków, która od dzieciństwa marzyła o uczestnictwie w tym muzycznym przedsięwzięciu. Przed przyjazdem do Husaviku komedię obejrzeliśmy i z pozytywnym nastawieniem i piosenką “Jaja ding dong” na ustach wjechaliśmy do rozśpiewanego miasta. Husavik (isl. zatoka domów) oprócz tego, że słynie z filmu, znany jest przede wszystkim z obserwacji wielorybów oraz świetnej ekspozycji poświęconej tym największym ssakom. Muzeum wielorybów to zarówno edukacyjna jak proekologiczna palcówka, można w niej obejrzeć szkielety humbaka, kaszalota czy gigantycznego płetwala błękitnego oraz dowiedzieć się o biologii tych ssaków czy zaczerpnąć wiedzy z historii wielorybnictwa. Pogoda w Husaviku dopisała, więc zarówno spacer po malowniczym miasteczku, jak i rejs były bardzo przyjemne, można było delektować się widokami i czerpać przyjemność podczas obserwacji. Jako że nie jestem miłośnikiem pływania po wielkich wodach, na statek wsiadałam z lekkim lękiem, na szczęście nie było wiatrów, zatoka po której pływaliśmy i wypatrywali wieloryby była spokojna. Podczas rejsu pracownik firmy Gentle Giants (łagodne olbrzymy) opowiadał o morświnach, delfinach białonosych, grindwalach, płetwalach, butlogłowach północnych, które chętnie przypływają w okolice Husaviku. Nam udało się zobaczyć zarówno wieloryby jak i nurkujące maskonury (maskonury nigdy się nie nudzą!).

READ MORE

Belfer w podróży, Islandia cz. V – wieloryby, fumarole i księżycowe widoki. Autor: Gabriela Majcher
Belfer w podróży cz. IV – osobliwości północnej Islandii. Autor: Gabriela Majcher

Gabriela Majcher

Kolejny dzień na Islandii, kolejne zachwyty i wrażenia, w tym wrażenia smakowe. Pewnie każda osoba, która wybiera się na tę wyspę słyszała lub czytała o osobliwych potrawach i kulinarnych upodobaniach Islandczyków. Jedną z najdziwniejszych i dość “ekstremalnych” rzeczy jakie można skosztować podczas pobytu na Ultima Thule czyli krańcu świata jest mięso … sfermentowanego/zgniłego rekina polarnego. Rekin ten magazynuje w mięsie urynę, by mięso było jadalne i by wyparował z niego amoniak rybacy zakopują zwierzę, następnie suszą, a na końcu marynują je w serwatce ze skyru (skyr to wysokobiałkowy islandzki jogurt). Opis obróbki mięsa nie zachęca do degustacji, a niektórych chyba nawet odstrasza. Jednak nie taki gnijący rekin straszny, jak go malują. Gdy z pewną dozą nieśmiałości przystąpiłam do degustacji hakarl – tak w języku islandzkim nazywa się mięso zgniłego rekina, okazało się, że wcale nie był horrorem dla podniebienia. W moim odczuciu smakował jak bardzo aromatyczny francuski ser, czułam mocną woń amoniaku i trudny do określenia, ale ciekawy, zupełnie nowy dla mnie smak. Hakarl miałam okazję skosztować w arcyciekawym muzeum regionalnym Byggdasafn, które w głównej mierze poświęcone jest połowom rekina grenlandzkiego. Ekspozycja doskonale obrazuje metody pracy rybaków, uzmysławia jak niebezpieczne i nieprzyjemne było to zajęcie. Po degustacji i zwiedzeniu muzeum udaliśmy się do miasteczka, w którym znajdowały się Islandzkie Centrum Fok i firmowy sklep przedsiębiorstwa zajmującego się produkcją odzieży z islandzkiej wełny. Lopapeysa (lopi to po islandzku wełna, peysa – sweter) są piękne, ciepłe i …. bardzo drogie. Cena swetra to nawet 1000 zł, w związku z czym zadowoliło mnie samo oglądanie, dotykanie i przymierzanie swetrów, czapek i rękawiczek. Oprócz tradycyjnych wzorów na tych rękodzielniczych wyrobach były też inne motywy np. maskonura.

READ MORE

Gabriela Majcher

W drodze na prawdziwe surową i minimalistyczną Północ zatrzymaliśmy się w ,położonym w malowniczej zatoce, miasteczku Grundarfjordur. Miasteczko słynie z niezwykłej góry Kirkjufell (isl. kościelna góra) i z faktu, że lokalne władze przeznaczyły kilka działek budowlanych dla … elfów. Te nadprzyrodzone istoty, mimo iż są niewidzialne, potrafią dobrze dbać o swoje interesy i gdy coś idzie nie po ich myśli mogą być złośliwe, a nawet niebezpieczne. Miejscowi wierzą, że lepiej im w drogę nie wchodzić, dlatego na wszelki wypadek nie budują dróg czy innych obiektów w miejscach gdzie od wieków zamieszkują lub modlą się (tak, elfy mają swoje świątynie!) ci niewidzialni mieszkańcy. Góra Kirkjufell, o której już wspomniałam jest ponoć jedną z najpiękniejszych i najczęściej fotografowanych gór całej Islandii. Rzeczywiście trudno jej odmówić uroku i fotogeniczności. Ma wprawdzie tylko 463 m n.p.m., ale wraz z pobliskim wodospadem Kirkjufellsfoss tworzą bardzo urokliwy, wręcz pocztówkowy widok. Górę rozsławił serial “Gra o tron” (wystąpiła w kilku odcinkach).

READ MORE

Belfer w podróży. W drodze na prawdziwe surową i minimalistyczną Północ – Islandia (cz. III.)  Autor: Gabriela Majcher
Inni się jednoczą. A my ?. Autor: Jerzy Gajdek

Jerzy Gajdek

W ciekawym artykule p.t. “Inni się jednoczą. A my?” nasz kolega geodeta Jerzy Gajdek zachęca wszystkie branże geodezyjne do utworzenia jednego wspólnego samorządu geodetów. Trzeba tutaj przyznać koledze rację, że tylko zawsze “w jedności siła”. Zapraszam Państwa poniżej do rozważań naszego kolegi n.t. pilnego, szybkiego utworzenia Samorządu geodetów.

Spis treści:

      1. Artykuł Jerzego Gajdka – Inni się jednoczą. A my?

          

        J_GAJDEK_2_2022

         

        2. Informacja o lutowym wydaniu elektronicznym Geodety

          

        GEODETA 2_2022-INFO

         

        3.Wykaz wszystkich publikacji J. Gajdka do 2022r

      

    1_Wykaz publikacji J. Gajdka do 2022 roku z usystematyzowaniem zagadnień

     

    P.S.
    Serdecznie dziękuje naszemu koledze za przedstawienie humorystyczne, a jednocześnie  ujmujące sedno sprawy artykuł dotyczący Samorządu geodetów.

Po wyczerpaniu niemal wszystkich możliwości jakie daje pobyt w stolicy Islandii ruszyliśmy na północ. W drodze na dzikie, surowe i bardzo rzadko odwiedzane Fiordy Zachodnie odwiedziliśmy wiele przepięknych i unikatowych miejsc. Jednym z nich była Dolina Dymów, a drugim pole geotermalne Seltun – Krysuvik. Pierwsze wspomniane miejsce – Reykjadalur czyli Dolina Dymów to w mojej ocenie coś absolutnie fantastycznego i niesamowitego! Szlak, który wiedzie do głównej atrakcji doliny też jest niemałą atrakcją – po drodze mija się wodospady, bulgoczące źródła i błota, strome urwiska, wijące potoki i jak sama nazwa wskazuje niemal wszędzie unosi się dym, a raczej para. Dolina Dymów stanowi część systemu wygasłego już wulkanu, który swoją ostatnią erupcję miał ponad dwa tysiące lat temu. Obszar ten jest geologicznie aktywny i prowadzi się w nim wiele geotermalnych odwiertów (stąd pobierana jest woda, która następnie dostarczana jest do Rejkiaviku). Rzeka geotermalna, która stanowiła cel wędrówki swoją temperaturę zawdzięcza właśnie gorącemu, wulkanicznemu podłożu. Kąpiel w rzece to niecodzienne doświadczenie i duża przyjemność. Woda ma wysokość 30-40centymetrów i by całkiem pokryła ciało trzeba się po prostu położyć na jej dnie.  Chętnych do kąpieli w tym uroczym i niezwykłym miejscu nie brakuje! Mimo, iż rzeka jest popularnym i bezpłatnym miejscem do kąpieli termalnych, i odwiedza je sporo turystów, wokół jest bardzo czysto i nie widać żadnych śladów ludzkiej obecności w postaci śmieci czy resztek jedzenia.
READ MORE

Belfer w podróży. Z wizytą w kraju maskonurów, koni, owiec i … elfów – Islandia (cz. II.) – w drodze na północ. Autor: Gabriela Majcher